Andrés Iniesta zakontraktowany przez Vissel Kobe

Na Andrésa Iniestę ciężko powiedzieć coś złego. Była gwiazda Barcelony jest oceniana pozytywnie nawet przez rywali z białej części hiszpańskiej stolicy – Realu Madryt. Od kwietnia było wiadome, że 34-letni pomocnik nie podpisze nowej umowy z katalońskim klubem i najbliższe lata spędzi powiększając majątek zagranicą. W grę wchodziły kluby hinduskie, arabskie i azjatyckie. Ale tak naprawdę gra toczyła się między arabami a chińczykami.

Po sieci krążyły bajońskie sumy wynagrodzenia (nawet 50 milionów euro za sezon), co kilka dni wypuszczana była informacja o dopinaniu kontraktu zza chińskim murem, aż dziś klub z japońskiego Kobe – Vissel – poinformował na swojej stronie o nowym graczu w swoich szeregach. Iniesta oficjalnie w Japonii. Trzeba przyznać, że samuraje utarli nosa szejkom i chińczykom, choć według mnie najbardziej sąsiadom zza morza.

Kluby z Kobe oraz stolicy Katalonii mają ze sobą coś wspólnego. Chodzi o firmę Rakuten, giganta z szeroko rozumianej branży e-commerce. Rakuten jest właścicielem klubu Vissel oraz sponsorem piłkarskiej drużyny F.C. Barcelona, z którą podpisali czteroletnią umowę sponsorską na bagatela 220 milionów euro. W zamian ich logo pojawia się na przedzie pasiastych koszulek Katalończyków.

„Iniesta gra najpiękniejszą piłkę na świecie. Jest najbardziej szanowanym piłkarzem, który będzie grał teraz w J. League. To coś więcej, niż przejście zagranicznego zawodnika. Andrés odciśnie swój ślad w lidze, a nawet w całym japońskim futbolu. J. League jest coraz lepsza i dojdzie do etapu, gdzie każdy będzie chciał tu grać. Już jest spore zainteresowanie wśród topowych graczy. I mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej, co podniesie poziom wśród naszych młodych zawodników” – skomentował pan Hiroshi Mikitani, prezes Rakutena.

Nowy nabytek Vissel przeszedł na zasadzie wolnego transferu, niemniej klub i tak się wykosztuje. Pensja za sezon to 300 miliardów jenów (ponad 23,3 milionów euro), a według umowy kariera Andreasa potrwa jeszcze trzy lata.

Po latach chińskiej dominacji medialnej związanej z głośnymi nazwiskami piłkarzy (m.in. Carlos Tevez, Jackson Martínez, Yannick Carrasco) i trenerów (m.in. Manuel Pellegrini, Luiz Felipe Scolari), Japończycy podkręcili odbitą piłeczkę. To bardziej niż prawdopodobne, że wiele do powiedzenia miał pan Mikitani. Pytanie tylko, jakich argumentów użył, aby skłonić tak cenioną i śledzoną (Iniesta ma ponad 72 miliony obserwatorów na twitterze) osobę? I na ile prawdopodobne jest, że klub, którego barwy prezentował przez 14 lat, mógł wywrzeć presję, żeby przeszedł do średniaka z japońskiej ligi? Wszak Barcelonie są potrzebne pieniądze, a te dostarczył Rakuten. I to one zawsze na końcu wygrywają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *