Drifters – tom pierwszy od J.P.F

Nie ma nic przyjemniejszego, niż mieć w ręce mangę, nad którą spędziło się trochę czasu tłumacząc ją i czytając. „Drifters” od pana Kouty zadebiutował w 2009 roku w magazynie „Young King Ours”. Nie od razu zyskała na popularności. Ten proces był długi i powolny tak samo, jak ukazywanie się kolejnych rozdziałów. Mamy połowę 2016 roku, a do tej pory ukazało się pięć tomów w Japonii (59 rozdziałów) i pierwszy tom w Polsce. Panie Kouta, ja kiedyś Pana uduszę…

„Drifters” nareszcie w Polsce!

Dwa tygodnie temu na naszym rynku zadebiutował powyższy tytuł za sprawą wydawnictwa J.P.F, które wcześniej wydało „Hellsinga” tego samego autora. Zapewne codziennie wolumen trafia w nowe ręce, by wymacać nowość. A jest to kawałek naprawdę ciekawego pomysłu. Najpierw kwestie techniczne.

Format B6 może trochę odstraszyć, ponieważ od dłuższego czasu króluje wyższa rozmiarówka, która i tu byłaby mile widziana, ale na pocieszenie można dodać, że posiadacze wspomnianego „Hellsinga” nie ujrzą „schodków” przy kompletowaniu serii obok siebie. Cieszą cztery kolorowe strony, jakie pojawiły się w oryginalnym wydaniu i ładna, matowa obwoluta, będąca kalką z japońskiego wydania, choć ze zmienioną czcionką tytułową.

Za przekład odpowiedzialny był Pan Paweł Dybała, znany z innych tytułów od J.P.F.

Zaczynamy dryfowanie!

Główni bohaterowie, a więc Toyohisa Shimazu, Nobunaga Oda oraz Nasu no Yoichi są najbardziej rozwiniętymi postaciami w całej historii. Dwóch XVI-wiecznych i jeden XII-wieczny wojownik spotykają się w nieznanym miejscu w innym wymiarze. Cytując zapowiedź wydawnictwa:

Rok 1600. W finalnym akcie targającego Japonią konfliktu na polach Sekigahary ścierają się dwie potężne armie. Toyohisa Shimazu, jeden z najsilniejszych samurajów w historii, zostaje śmiertelnie ranny. Nagle przenosi się do tajemniczego korytarza, gdzie staje przed drzwiami prowadzącymi do innego świata… Świata, w którym jego umiejętności okazać się mogą na wagę złota!

Tak naprawdę pojawienie się Toyohisy wywołuje reakcję łańcuchową. Akcja nabiera tempa, gdy wojownik rusza bezmyślnie w kierunku palącej się wioski elfów, nie wiedząc dokładnie, co się dzieje. Napotyka na dwójkę elfich dzieciaków, którzy nie tak dawno go uratowali i sprowadzili do miejsca, gdzie przebywali Nobunaga i Yoichi. Ratując ich, rusza dalej do wioski elfów, by tam zmierzyć się z kolejnymi przeciwnikami. Od razu wpada w oko spryt Nobunagi, który był znanym onegdaj strategiem, co teraz skrzętnie wykorzystuje.

Czytelnik powoli zaznajamiany jest z innymi miejscami i bohaterami. Akcja mocno rozciąga się, nakreślając obszar świata, z którym przyszło się zmierzyć „Dryfującym”.

W komiksie, ogólnie to ujmując, pojawiają się postaci z różnych epok ludzkiej historii. Oprócz, co oczywiste, japońskich bohaterów, przewijają się reprezentant rzymian – Scypion Afrykański, jego odwieczny wróg z Kartaginy – Hannial Barkas; rewolwerowcy z dzikiego zachodu, czyli Dzika Banda Kida reprezentowana przez Butcha Kassidiego oraz Sundance Kida; Anastazja Nikołajewna Romanowa czy Joanna d’Arc, a to dopiero pierwszy tom!

Pierwszy tom i oczywiście same pytania. „Październikowcy”, Pan Ciemności, „Driftersi”, „Odpady”… Kim lub czym są? Po co znaleźli się w tym miejscu? Dlaczego „wyrwano ich” ze swojego świata i umieszczono w tym? Cóż to za potyczka Szkarłatnego z „Easy”?

Na tę chwilę wiadomo tylko, że jest to typowa walka jednych z drugimi, czyli reprezentanci Pana Ciemności i magów Październikowców. Jednakże niech nie zwiedzie Was to na typowy schemat walki dobra ze złem. Prawdziwa wojna dopiero przed nami.

Daj się wciągnąć!

Na uwagę zasługuje użyty język przypisany do bohaterów. To postacie żyjące kilka, kilkanaście wieków temu, w skrajnych przypadkach ponad dwa millenia temu, więc i użyte słownictwo powinno pasować do epok. Najlepszym tego przykładem jest Toyohisa, od którego nauczyłem się słowa „wraży”. Naprawdę ogromne „chapeau bas” dla redakcji.

Końcowe strony tomiku to dawka wiedzy w pigułce o postaciach, epokach i wydarzeniach, które przewinęły się w pierwszym tomie „Drifters” oraz kilka wyjaśnień od tłumacza.

„Drifters” wyróżnia na pewno intrygująca historia, która z czasem rozwinie się. Humor, co przy autorze na pewno nie zdziwi, ale i dobry wstęp do przypomnienia sobie historii, bo czy ktoś z Was jeszcze pamięta trzy lekcje omawiające wojny punickie?

Warto, naprawdę warto sięgnąć po pierwszy tom. Stać się obserwatorem niczym wysłannik magów z bractwa października. Stać się „Dryfującym” bądź „Odpadem”.

„Drifters” autorstwa Hirano Kouty.
Pierwszy tom już dostępny!
Cena okładkowa: 19,90 .-
Sklep J.P.F – Mangarden.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *