Kamikaze – piloci samobójcy

Geneza słowa

Kamikaze (かみかぜ) lub (神風) to zlepek słów „kami” () – „Bóg” oraz „kaze” () – „wiatr”, co w dosłownym znaczeniu tłumaczy się jako „Boski wiatr”. W samej Japonii używano innego słowa – „shinpū” (神風), o znaczeniu identycznym, odnoszącym się do tajfunu, który w XIII wieku zniszczył nieprzyjacielskie wówczas chordy mongolskich najeźdźców.

Ataki początkowe

Pierwszy atak zaplanowano na 21 października 1944 roku, ale natarcie nie doszło do skutku z powodu braku przeciwnika. Dopiero cztery dni później, 25 października przed południem, w miejscu oddalonym od wyspy Samara (Filipiny) o ok. 54 km2, miał miejsce pierwszy atak shinpū. Decyzja została podjęta już w lipcu, po niezwykle dotkliwych stratach sił japońskich po starciu z amerykańską armią podczas bitwy o Filipiny miesiąc wcześniej.

Główne dowództwo powierzono Takijiro Ōnishiemu, który do dyspozycji miał jednostkę oznaczoną numerem 201 znajdującą się w filipińskiej prowincji Mabalacat. Pierwsza misja pod przywództwem Yukio Sekiego (23 lata), zakończyła się sukcesem Cesarskiego Wojska Japońskiego. Zniszczono amerykański lotniskowiec „Saint Lo i”, uszkodzono kilka jednostek nadmorskich (m.in. „Kalinin Bay”, „Santee”). Po udanym natarciu „boskiego wiatru”, zaczęto wdrażać tę formę ataku, która wkrótce miała być symbolem męczeństwa i poświęcenia w japońskiej historii.

Rozwój wydarzeń nad Pacyfikiem

Po początkowych atakach kamikaze, zaczęła się ogólnojapońska propaganda. Do sił powietrznych zaciągali się ochotnicy w liczbie kilku tysięcy. Mógł to być każdy, bo nie było ograniczenia wiekowego oraz nie wymagano jakiegokolwiek doświadczenia. Japończycy byli gotowi umierać za Cesarza Hirohito i tak też czynili.

Ataki objęły główne rejony Pacyfiku (Iwo Jima, Tarawa, Saipan, Okinawa), ale bardzo szybko skurczyły się tylko do misji niedaleko kraju. Prawda o osiągach „boskiego wiatru” była zupełnie przeciwna. Amerykanie nie tracili tylu jednostek, ile wmawiano społeczeństwu. Dość szybko reagowali na zaczepki wroga i skutecznie je przerywali. W obronie wyspy Iwo Jima z rozkazu ruszyło zaledwie dwudziestu pilotów-samobójców, który stali się jedyną formacją wysłaną przez japońską armię. Było ich zbyt mało, by rozstrzygnąć o losie tak dużej bitwy. Mimo to udało się zniszczyć lotniskowiec eskorty „Bismarck Sea” oraz uszkodzono „Saratogę”, trafioną pięcioma kamikaze.

Ataki kończące się sukcesem to prawdziwa rzadkość. Mimo tego w kartach historii zapisała się jedna walka, która bez wątpienia jest największą w historii kamikaze. Od 6 kwietnia 1945 rozpoczęła się obrona wyspy Okinawa, w której użyto piechotę, flotę i siły powietrzne wraz z kamikaze, wykonując misję Ten-Go Sakusen (天号作戦) – „Niebiosa”. Podczas obrony Japończycy pokładali wielkie nadzieje w tysiąc samolotów kamikaze, które nazywano „pływającymi chryzantemami”. W początkowym desancie brało udział dziewięćset jednostek latających, w tym 355 kamikaze. Piloci japońscy siali postrach wśród żołnierzy nieprzyjaciela. Natarcia były ciągłe, jeden za drugim. Nikt nie był w stanie opanować chaosu, pożaru i strat ponoszonych przez amerykanów. Dochodziło do sporadycznych ataków na transportowce, co niekorzystnie wpływało na U.S Marines, które niekiedy zestrzeliwało własne myśliwce i statki. Straty były po stronie japońskiej olbrzymie, ale i amerykanie nie wyszli z tego cało, tracąc już w pierwszych dniach dwa transporty amunicji i jeden transporter oddziałów. Dwadzieścia dwa okręty i jeden niszczyciel zostają poważnie uszkodzone.

W czasie bitwy o Okinawę w armii japońskiej było coraz mniej ochotników na dobrowolną śmierć. Niektórzy z nich wracali do bazy, tłumacząc się brakiem celu. Aby uniknąć takich sytuacji, do lotów Boskiego Wiatru przydzielono eskorty myśliwców, które dopilnowały zaszczytu, jakim była śmierć za Cesarza.

Straty w ludziach nie są precyzyjne, ale oscylują w granicach 3000-4000 ludzi po pierwszym dniu, który nazwano „krwawym piątkiem”. Cała bitwa o Okinawę trwała 81 dni. Straty po stronie Cesarstwa japońskiego sięgnęły około 280 tysięcy osób (w tym 150-170 tys. cywilów). Była to ostatnia, wykonana z takim rozmachem, walka kamikaze. 15 sierpnia 1945 roku podpisano akt kapitulacji. Nie był to jednak koniec ataków shinpū…

Maszyny

Piloci do aktów samobójczych posługiwali się rodzimymi samolotami. Między innymi: Nakajima B5N, Yokosuka D4Y czy Mitsubishi A6M. Najpopularniejszą maszyną była ta ostatnia. Używano również bombowców, lekkich myśliwców i, może to brzmi ironicznie, wszystkiego, co było sprawne na tyle, by latało.

Kamikaze w oczach ludności

Japońska propaganda w czasie II Wojny Światowej należała do jednej z najlepiej działających. Kamikaze ukazywani byli jako bohaterowie, z których należy brać przykład i iść w ich ślady, co równało się z utratą własnego życia. Początkowe działania wojenne samej Japonii nie odbijały się tak znacząco na gospodarkę. Oczywiście była ona bardzo zagrożona, stąd heroiczna obrona punktów newralgicznych (Pacyfik, Mandżuria, Filipiny), ale samo społeczeństwo i nastroje nie były poddawane tak ciężkim próbom, jakie miały miejsce na przełomie lat 1943/44.

Ludność nie miała co jeść, mimo że karmiono ich mobilizującymi okrzykami; była zmęczona i zdezorientowana. Nigdy wcześniej w historii kraj nie był tak podzielony między obywatelami a władzą. „Boski wiatr” nie miał już siły tajfunu, który niszczył wroga i porywał ludność w euforii. Stał się kolejnym punktem w planie głównego sztabu dowodzenia, mającym pokazać siłę Japonii, kolejne puste słowa wmawiane własnym krajanom. Kamikaze stało się symbolem dla rodaków i dla świata najwyższej ofiary obywatela wobec państwa – poświęcenia własnego życia. I to oni niejako uchronili społeczeństwo przed całkowitym zatraceniem tożsamości narodowej, udowadniając, że ze strachem można walczyć, ale nie powinno się takiego symbolu nadużywać, zwłaszcza w swoim gronie.

Ostatni atak

Gdy Cesarz Hirohito podpisywał pakt kapitulacyjny, nastroje wśród Japończyków były mieszane. Część ucieszył fakt, że to już koniec wojny, inny uznali to za hańbę i nie przyjęli tego do wiadomości. Jedną z takich osób był wiceadmirał Matome Ugaki (uczestnik bitwy o Midway), który kodeks bushido stawiał ponad wszystko. Jeszcze w dniu kapitulacji, w granicach godziny 20-21, 23 ludzi odleciało jako ostatni „boscy” w stronę Okinawy.

Wiceadmirał Ugaki nie wykonał swojego ostatniego zadania. Rozbił się o płytę oceanu przez problemy z silnikiem jego własnej maszyny (Yokosuka D4Y). Następnego dnia amerykańska załoga LST-926, znalazła wraki trzech samolotów. Jedyne ciało, które odnaleziono, ubrane było w ciemnozielony mundur, a przy ciele znajdował się krótki miecz. Miało zmiażdżoną głowę i urwaną prawą rękę. Pochowano je na plaży Ishikawajimy.

Do Okinawy dotarło tyko osiem samolotów z siedemnastoosobową załogą. Desperacki atak, który udało im się przeprowadzić, był już ostatnim.

„Boski wiatr” na zawsze pozostanie „boski”, a ci, którzy oddali życie za ojczyznę, pozostaną bezimienni dla oceanu, ale żyją i żyć będą w kulturze japońskiej jako kamikaze – bohaterzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *