Wioska Nagoro – czy są tam jeszcze ludzie?

W połowie 2013 roku pojawił się artykuł o wiosce Nagoro (kliknij). Jej społeczność z żywych, ale już starych i chorowitych ludzi zaczęła tworzyć gromada kukieł. Mają one zastąpić tych, którzy się wyprowadzili bądź umarli.

Wpis był zainspirowany niedługim artykułem na jednej z australijskich stron informacyjnych. Na jej łamach wypowiedział się pan Ken Osetroff – ówczesny szef biura podróży. Prowadzi ono wycieczki w to zapomniane i przerażające miejsce. Ponad cztery lata temu wypowiedział zdanie, które zmusiło mnie do przypomnienia sobie o wiosce kukieł – „Szacujemy, że w przeciągu najbliższych czterech lat wioska opustoszeje”. Czy tak się stało?

Redaktor National Geographic – pani Austa Somvichian-Clausen – 10 października tego roku, zatem nie tak dawno, przypomniała wszystkim o Nagoro. Minęły ponad cztery lata od wypowiedzianych powyżej słów. Poniżej jej reportaż.

Pani Ayano Tsukimi – artystka w każdym calu – wpadła na pomysł, jak zdobyć przyjaciół. Należy ich sobie zrobić. 67-latka urodziła się i dorastała w Nagoro na wyspie Shikoku, ale dorosłe życie spędziła w tętniącej życiem i trzeciej co do wielkości miast w Japonii Osace.

Do rodzinnej wioski powróciła w 2003 roku. Wówczas było 300 mieszkańców. Ich liczba na tę chwilę wynosi raptem 35. Rok po powrocie panią Ayano tknęło na uszycie stracha na wróble. Zrobiła go na wzór swojego ojca. Podobieństwo było tak duże, że mieszkańcy zaczęli go traktować jak żywego i ucinali sobie z nim krótkie pogawędki.

Po blisko piętnastu latach od powrotu, kukły stały się dziesięciokrotnie liczniejsze od mieszkańców. W dokumencie pana Fritza Schumanna „Valley of Dolls”, artystka na początku mówi o swoich dziełach: „Szyjąc zmarłych, chcę ich przestawić w pełni wigoru. Każdą kukłę traktuję jak swoje dziecko”.

Malejąca oraz starzejąca się populacja w wiosce jest odzwierciedleniem krajowego problemu. Według redaktorów strony Business Insider, liczba urodzeń spadła 2,9% względem poprzedniego roku i na koniec roku może wynieść mniej niż milion. Będzie to najmniejsza liczba urodzeń w historii prowadzenia statystyk.

Większość młodych wyjechała za pracą i edukacją do metropolii, takich jak Tokio czy Osaka. Stopniowo pozbawiona mieszkańców wioska jest na krawędzi istnienia.

W opuszczonej szkole, która zawsze kojarzy się z hałaśliwą gromadą, „dzieci” pani Ayano pobierają niemą lekcję od podobizny nauczycieli, a w gabinecie oczekuje elegancki pan dyrektor. Sama zastanawia się, czy dojdzie do tego, że zostanie ostatnim, żywym mieszkańcem wioski.

Póki co wioskę zdobi ponad 350 kukieł. Pani Ayano nieprzerwanie je naprawia. A to się rozpruje, a to coś odpadnie. Wszyscy muszą być schludni i gotowi na turystów, a ci ochoczo przyjeżdżają poznać inicjatorkę pomysłu. Nie ukrywa, że ma już wersję samej siebie. Siedzi niestrudzenie przed kociołkiem nad paleniskiem i jakby drzemała.

Na koniec warto zacytować ostatnie dwa zdania, które są zawarte w filmie pana Schumanna (do obejrzenia poniżej): „Nie uważam śmierci za coś strasznego. Myślę, że będę żyła wiecznie”.

Za kilka lat znów wrócimy do Nagoro.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *