Wrażenia po Violet Evergarden

Pierwszy odcinek został wyemitowany w ostatni czwartek – 11 stycznia. Pierwowzorem dla serii stała się powieść „light novel” pani Kany Akatsuki pod tym samym tytułem. Przed telewizyjną emisją postawiłem „Violet Evergarden” w gronie najciekawszych, zimowych premier.

Tytułowej Violet przyszło żyć prawdopodobnie w okresie I Wojny Światowej, która trwała cztery lata. Dziewczyna nie była ani chcącym przetrwać cywilem, ani nie uciekła na inny kontynent żeby się ocalić. Była sekretną bronią armii. Nieposiadającą własnej woli maszyną do zabijania. Lwią część młodego życia spędziła w koszarach, na polach bitwy, w laboratorium.

Jako widz obserwujemy jej powojenne życie. Leczącą rany po ostatniej, przegranej bitwie odwiedza pułkownik Hodgins, który zabiera ją do Lejdy (miasto istnieje naprawdę w Holandii). Dziewczynie bardzo ciężko przychodzi odnalezienie się w nowej rzeczywistości. To, co potrafiła, to zabijać wrogów. Teraz ich nie ma. Są zwykli ludzie.

Violet przede wszystkim chce zobaczyć się z majorem Gilbertem. Jak się okazuje, był swego rodzaju opiekunem dziewczyny, ale także i zwierzchnikiem. Nastolatkę nie opuszczają wspomnienia ostatnich chwil. Dramatycznego położenia obojga i słów, które padły. Pułkownik przekonuje ją, że to właśnie na polecenie majora odebrał ją ze szpitala i przewiózł w spokojne miejsce, a stało się nim przedsiębiorstwo Hodginsa.

Ogromny budynek stał się głównym punktem komunikacyjnym – funkcjonował jako lokalna poczta, a także umożliwiał spisywanie listów za niepiśmiennych osób i ich wysyłkę. Wydaje się, że jest to idealne miejsce dla pokrzywdzonej nastolatki. Tym bardziej, że ma okazję poznać „uczucia”.

„Violet Evergarden” jest dla mnie zagadką, ponieważ nie znam opowieści pani Akatsuki. Wcześniej także o nim nie słyszałem. Seria miesza fantastykę (zmyślone miasta typu Enchaîné, części ciała wykonane z adamantium) z rzeczywistością (miasto Lejda, okres I Wojny Światowej). Powojenne realia, dramat dziewczyny, która tak mało wie o życiu i własnym wnętrzu, tajemnica związana z majorem. Tytuł wydaje się być ciekawy, a motyw z dziewczyną, jako maszyną śmierci przywołuje na myśl serię „Saishuu Heiki Kanojo”, znaną szerzej jako „SaiKano”.

Z chęcią obejrzę kolejny odcinek i jeśli producenci nie zawiodą, z „obiecującej” seria uzyska status „wartej polecenia”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *