Ile trzeba ukraść, by pójść do japońskiego więzienia?

Polskie sądy jakie są, każdy zapewne wie. Jednakże czy granice absurdu nie zaczynają kreślić się nad Japonią?

Japoński sąd skazał na rok więzienia 66 letniego Masafumiego Tsuruharę. Mężczyzna został oskarżony o kradzież pewnej sumy pieniędzy ze skarbonki, do której wrzucane są datki dla świątyni Kiyomizu. Nie podano dokładnie kiedy miało miejsce to zajście, niemniej sąd rejonowy orzekł dwadzieścia miesięcy kary pozbawienia wolności.

Pan Tsuruhara nie zgodził się z decyzją i złożył apelację. Tę rozstrzygnął sąd najwyższy w Osace, a swoją decyzję tłumaczył tak: „Występek miał charakter egoistyczny. Zaszło przestępstwo, które nie można lekceważyć”.

A teraz najciekawsze. Ile ukradł ten „bezwstydny złodziej” Tsuruhara? I czy w ogóle ukradł?

Skazany tłumaczył, że monetą tylko się bawił. Niewinne zabawy z 10 jenami okazały się grą na najwyższym poziomie trudności. „10 jenów też jest pieniądzem” – grzmiał sąd.

10 jenów to, uwaga, 38 groszy. Czy świątynia znajdująca się na terenie Wakayamy tak bardzo ucierpiała na rzekomej kradzieży? Czy kradzież kradzieży równa?

Więcej pytań niż odpowiedzi.

Na koniec fakt z japońskiego prawa karnego. Kradzież karana jest pozbawieniem wolności do lat 10 lub grzywną do 500 tysięcy jenów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

19 − trzynaście =