„Nie tyją i się nie starzeją”. Odkrywamy sekrety japońskiej kuchni

Poniży reportaż został przygotowany przez pana redaktora Adama Cissowskiego dla TVP Info. Obfituje w tekst i materiały wideo. Całość jest warta uwagi, ponieważ przypomina o tym, o czym od dawna mówią specjaliści – sekretem długowieczności jest przede wszystkim sposób odżywiania. Gorąco zachęcam do przeczytania.


Kobiety żyją tam najdłużej na świecie, a wskaźnik otyłości jest najniższy spośród krajów rozwiniętych. Tym krajem jest Japonia, która może poszczycić się jedną z najsmaczniejszych kuchni. – Jedzą oni więcej warzyw i owoców, mniej mięsa, a więcej tłustych ryb i piją niesłodzoną zieloną herbatę – wylicza Naomi Moriyama. W czym tkwi sekret japońskiej kuchni zdradza ona w swojej książce „Japonki nie tyją i się nie starzeją”. O jej zastosowaniu w praktyce portalowi tvp.info opowiedziała japonistka i restauratorka Alicja Than.

Wiele kobiet na całym świecie zachodzi w głowę, jak to możliwe, że Japonki tak długo zachowują młody wygląd i świetną sylwetkę bez konieczności ciągłego liczenia kalorii. Nie rezygnują przy tym z energicznego i satysfakcjonującego stylu życia, zachowując dobre zdrowie do późnej starości. Dowodem na to jest ich długowieczność, ponieważ kobiety w Japonii średnio dożywają 82 lat, co jest najwyższym wskaźnikiem spośród państw rozwiniętych.

Wielu myśli, że to wyłącznie kwestia doskonałych genów mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. Tymczasem prawda jest inna, co udowodniła i opisała Naomi Moriyama. Zgadza się z nią Alicja Than, która od 15 lat w praktyce zgłębia tajniki japońskich kulinariów. – Czynniki genetyczne nie są tak ważne, jak czynniki środowiskowe, a to przede wszystkim właściwe odżywianie, bo jesteśmy tym co jemy – zauważa polska restauratorka.

O tym, że Japończycy też przybierają na wadze, gdy nieodpowiednio się odżywiają, przekonała się na własnej skórze autorka książki „Japonki nie tyją i się nie starzeją”. Choć urodziła się i wychowała w Tokio, to do college’u uczęszczała w amerykańskim stanie Illinois. Tam od jedzenia przybyło jej kilkanaście kilogramów. Zbawienny okazał się dopiero powrót do Japonii, gdzie szybko osiągnęła wcześniejszą wagę. Swoimi doświadczenia postanowiła podzielić się z innymi, odkrywając sekret japońskiej kuchni, a szerzej sposobu odżywiania.

Japończycy nawet nie nazywają tego dietą, a zdrową kuchnią, bo jak zauważa Alicja Than dieta to coś przejściowego. – Odmówimy sobie przyjemności przez dwa tygodnie, a potem myślimy, że możemy jeść do woli, to tak nie działa. Będziemy mieć takie ciało, na jakie zasługujemy – podkreśla. Dlatego, jak już mówimy o diecie, to musi ona być niskokaloryczna, a taka właśnie jest japońska kuchnia. – Jedzenie małych porcji, pięciu posiłków dziennie, z równymi odstępami czasowymi. To nie może nie zadziałać – przekonuje polska restauratorka.

Choć w ostatnim czasie wielu Japończyków uległo wpływom Zachodu, także jeśli chodzi o sposób odżywiania, to podstawą ich diety niezmiennie pozostaje ryż. – Przy czym biały ryż jest zdrowy, ale brązowy jest jeszcze zdrowszy – przekonuje Alicja Than. Oprócz niego głównymi spożywanymi produktami są ryby i owoce morza, a także bogate w minerały i składniki odżywcze wodorosty, czyli tzw. rośliny morskie. – Japończycy wypijają też tony zielonej, absolutnie niesłodzonej herbaty i właściwie sekret mamy na talerzu – zauważa japonistka.

To jednak nie wszystko, bo same składniki nie tworzą jeszcze dań, które w przypadku tych japońskich są nie tylko zdrowe, ale i smaczne. Do tego potrzebny jest sposób, w jaki je przygotują, a ten od wieków, dzięki filozofii zen, jest związany z naturą. – My przez godzinę gotowalibyśmy jakieś warzywo, a potem dodali dużo sosu. Tymczasem dla Japończyków ono samo w sobie jest pyszne, więc wystarczy dosłownie kilkuminutowa, czy wręcz kilkunastosekundowa obróbka cieplna, odrobina sosu sojowego, albo bez przypraw – podkreśla Than. Skoro zwracają się w stronę natury to zawsze starają się jeść sezonowo, czyli te warzywa i ryby akurat dostępne.

Skoro zajadają się tym, co występuje w największej ilości, to muszą to być produkty świeże i wysokiej jakości. Dlatego też w przypadku produktów, które łatwo się psują, bądź są gotowe do spożycia, podawany jest nie tylko dzień, ale i godzina ich przygotowania. Dużą wagę przywiązują też do estetyki tego, co jedzą, a to, jak zauważa Alicja Than, „wyssali z mlekiem matki”. – Dla Japończyków kluczowe znaczenie ma nawet kolor zastawy, który jest dopasowany do pory roku i sposób podania jej podania. To jest fascynujące – zachwyca się restauratorka.

Skoro mowa o matkach, to właśnie one w japońskiej kuchni odgrywają wiodącą rolę. Nazywane są nawet małymi firmami cateringowymi, zaopatrującymi dzieci i mężów w śniadanie oraz obiad. – Lunch, czyli tzw. bento to zwykle maleńkie dzieło sztuki, zrobione z sezonowych warzyw i owoców, a także ryżu i mięsa – zachwyca się Than. Podobnie jest u niej w domu, ponieważ japoński sposób odżywiania stosuje na mężu i dzieciach. – Mamy dwie córeczki, które uwielbiają japoński ryż. Jemy go nawet 2-3 razy dziennie. Jesteśmy zdrowi, nie mamy problemów z wagą, żadnych alergii, więc myślę sobie, że warto – podsumowuje.

Choć Japończycy są jednym z najciężej pracujących społeczeństw na świecie, to starają się mieć czas nie tylko na jedzenie, ale i gotowanie. Jeśli to się nie udaje to zawsze pozostaje im bogata oferta barów i restauracji. – Tych w przeliczeniu na głowę mieszkańca jest chyba najwięcej na świecie i często są to małe rodzinne firmy, które otwierają się na lunch oraz wieczorem i mają dla swoich gości tylko kilka stolików – przyznaje Alicja Than.

Kultura jedzenia na mieście jest tam bardzo rozwinięta, na co mogą sobie też pozwolić ze względów ekonomicznych. – Trzeba zaznaczyć, że tamtejsze restauracje czy bary szybkiej obsługi są bardzo tanie i podają smaczne, sezonowe dania. Nie mając więc czasu na gotowanie można się zdrowo odżywiać – dodaje restauratorka.

Japończycy słyną z tego, że mają wręcz obsesję na punkcie jedzenia. Przy czym zdrowe odżywianie jest nie tylko modne, ale i pożądane, także przez pracodawców. Zwracają oni baczną uwagę, jeśli któryś z pracowników pozwoli sobie na zbyt wiele i reagują zanim będzie za późno. – Bierze się pod lupę nie wagę pracowników, bo ta często nie jest miarodajnym współczynnikiem otyłości, ale mierzy się im obwód pasa – zauważa Than.

– Jeśli okaże się, że ma o kilka centymetrów za dużo, to wtedy firma zaleca, żeby zaczął mniej jeść albo więcej spacerował albo też zamiast z windy korzystał ze schodów – wylicza japonistka. Takie pomiary mają miejsce co miesiąc i zachęcają pracowników do schudnięcia. – W końcu zdrowy pracownik to bardziej efektywny pracownik – dodaje restauratorka.

Alicja Than zapytana czy trudno jest przestawić swoje nawyki żywieniowe na japońską kuchnię odpowiada, że „nawet dla osób, które nigdy nie miały styczności z tą dietą jest to łatwe, bo wszystkie produkty są dostępne w Polsce, jeśli nie w sklepach to przez internet”. – Wiele osób, próbując zmienić sposób odżywiania ponosi porażkę, ponieważ chcą go zmienić z dnia na dzień, a to nie tędy droga. Poleciłabym metodę małych kroków – radzi.

Sugeruje ona, by zacząć od najprostszych produktów, czyli ryżu, który możemy długo przechowywać czy wodorostów, które są suszone i się nie psują. – Mając już ryż, wodorosty i odrobinę łososia, albo śliwki umeboshi, możemy zrobić np. kanapki ryżowe – proponuje restauratorka.

Danie to, po japońsku onigiri, może być podawane w formie śniadania, ale też w ciągu dnia. Często są sprzedawane gotowe w supermarketach, więc można sobie taką kulkę kupić i pod razu zjeść. – Robi się je z japońskiego, ugotowanego, krótkoziarnistego ryżu, do którego wkładamy jakiś dodatek. Najpopularniejsze to łosoś, okaka czyli połączenie sosu sojowego z płatkami suszonej ryby katsuo, bądź też śliwki japońskie – umeboshi. Tak przygotowaną kulkę ryżową owijamy wodorostem nori. Fajne jest to, że często nie wiemy, na co w takiej kulce ryżowej trafimy. Taka kanapka z niespodzianką – podaje Alicja Than.

Źródło: TVP.info

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

dziewiętnaście + 3 =