Polka w Japonii: Tutaj na pierwszym miejscu jest pracodawca

Takie przypadki oczywiście się zdarzają, ale stanowią mały ułamek całości. Ostatnie dane mówią, że kobiety-dyrektorzy wielkich firm w Japonii stanowią zaledwie 2,7%, według OECD w Polsce to 11%. Trzeba też dodać, że każda kobieta, która w Japonii się wybiła, jest „lśniącym diamentem” – ma wszechstronne wykształcenie, włada kilkoma językami, jest przy tym piękna i ładnie ubrana, bo kultura kawaii jest widoczna na każdym kroku, co sprowadza kult wyglądu wręcz do groteski.

Jaka jest cena zawodowej wolności?

Albo ma się karierę, albo rodzinę. Mam w Japonii wiele koleżanek, które są rozwiedzione, ponieważ mąż uważał, że za dużo pracują i nie chciały jedynie zajmować się domem. Na kursie podyplomowym uczę też panią, która dopiero po odchowaniu i wysłaniu swoich dzieci na studia wzięła się za odświeżenie swojej edukacji, którą przerwała, kiedy wyszła za mąż.

Bo rodzina to w tym kraju konkretne zobowiązania?

W japońskim systemie regułą jest, że po wyjściu za mąż nazwisko kobiety automatycznie zmienia się na nazwisko męża (dopiero od czerwca 2016 r. kobieta po rozwodzie może wrócić do swojego nazwiska bez czekania pół roku). A w momencie przyjęcia nazwiska męża, kobieta praktycznie staje się własnością rodziny męża, więc na przykład na starość zajmuje się nie tylko swoimi rodzicami, ale też rodzicami męża. Z rozmów z moimi studentkami wynika, że wiele z nich nie chce wychodzić za mąż głównie z tego powodu.

To, że kobieta jest własnością rodziny męża, to spadek po konfucjanizmie, wedle którego kobieta jest posłuszna najpierw ojcu, kiedy nie ma ojca, to bratu, a gdy wychodzi za mąż, to rodzinie męża. Te, które odnoszą zawodowe sukcesy w Japonii, nie mają mężów ani dzieci, a karierę zaczęły dopiero, kiedy się rozwiodły albo „odchowały” potomków. Bardzo często dyskutujemy o tym z moimi studentkami – one są pokoleniem, które wreszcie może doświadczyć jakiejś realnej zmiany. Trochę w tym temacie już się zmienia. Na przykład w kwietniu 2016 roku rząd wprowadził ustawę, która obowiązuje we wszystkich firmach zatrudniających powyżej 301 pracowników. Mają one obowiązek publikowania danych o zatrudnieniu w podziale na płeć, w tym informowania, ile zarabiają osoby na danych stanowiskach i jak wygląda ich ścieżka kariery oraz jak firma przestrzega prawa o zakazie dyskryminacji na rynku pracy i jak zamierza zwiększyć udział kobiet na stanowiskach menedżerskich.

Obecny premier Japonii Shinzo Abe, chociaż konserwatywny, to jednak od 2014 roku realizuje politykę, która po japońsku brzmi dosłownie: „pozwolić kobietom w Japonii zalśnić”. Najpierw celem było zwiększenie udziału kobiet w zarządach największych firm. Rząd przyznał jednak, że ten plan się nie powiódł, bo był nierealny do zrealizowania. Zabrano się więc do wprowadzania oddolnych zmian, czyli zapewniania przystępnych cenowo przedszkoli i placówek opieki dla tzw. osób zależnych. Opieka nad dziećmi albo starszymi członkami rodziny to główny powód nie pozwalający kobietom realizować się zawodowo. Ale nie jedyny. W Japonii cały czas funkcjonuje masa przepisów, które w XXI wieku brzmią wręcz niewiarygodnie. Na przykład tzw. [okozukai – wife allowance], czyli zasada, że jeśli żona nie pracuje, mąż otrzymuje z tego tytułu zasiłek. Jeśli ona pójdzie do pracy na pełen etat, on ten zasiłek traci. Z tego względu wiele kobiet nie decyduje się na zatrudnienie, a już na pewno nie na pełen etat, dla kariery.

Co więc robią? W związku z tym, że edukacja jest bardzo droga i od lat 90. właściwie niemożliwe, żeby w przeciętnym japońskim domu pracowała tylko jedna osoba, żona szuka tzw. arubaito, czyli pracy na niepełny etat. Zwykle są to prace niewymagające, podobne do obowiązków office lady w przypadku absolwentek studiów, z tą różnicą, że kiedy kobieta na przykład zachoruje, traci tę pracę z dnia na dzień.

Dokończenie na bankier.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

one × 4 =