Japonia nie taka otwarta na cudzoziemców

Mimo że trend w Europie promujący multikulturowe środowisko wciąż króluje, to są miejsca, gdzie sceptycznie patrzy się na przybyszów. I nie chodzi tylko o nastroje społeczeństwa, a o stanowisko rządzących. Tym miejscem od setek lat jest Japonia. W kraju samurajów trudno o pracę osobie z zewnątrz, bowiem, podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, patrzy się na to, co taka osoba może wnieść. A więc unikalne wykształcenie, doświadczenie w aktualnej niszy na rynku i w świecie nauki, rzadkie cechy społeczne.

Polka w Japonii: Tutaj na pierwszym miejscu jest pracodawca

Niniejszy wywiad jest z cyklu #TamMieszkam, który opublikowany został na portalu bankier.pl. Projekt K7 M&A przytacza tylko jego część. Reszta znajduje się na stronie, do której odnośnik jest na końcu. Zachowano oryginalny styl i pisownię. W Azji od małego uczy się dzieci, że jednostka się nie liczy, nie odzywa i nie myśli, ważna jest wspólnota. System kształci zdziecinniałych dorosłych, idealnych do bycia trybikiem w wielkich korporacjach. Będą pracowali rekordowo długo, ale niewielu zrobi karierę – opowiada w rozmowie z Bankier.pl mieszkająca w Japonii Polka. Pionierskie technologie i supernowoczesne roboty na miarę XXI wieku – tak kojarzy się nam Japonia. Przyjeżdżający tam Polacy często są zszokowani tym, jak wiele archaicznych reguł rządzi tym społeczeństwem, prowadząc do licznych absurdów. – Japonia ma w Polsce dobrą prasę, dlatego ludzie myślą, że to świetny kraj. I jest świetny, biorąc pod uwagę na przykład zarobki, które są cztery razy wyższe niż na porównywalnych stanowiskach w Polsce – mówi dr Monika Ksieniewicz, w przeszłości zastępca dyrektora w Biurze Pełnomocnika ds. Równego Traktowania przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, dziś wykładowca na Kobe College, gdzie uczy pochodzące z dobrych domów potomkinie samurajów.

Jaki jest Japończyk po alkoholu? Wyniki ankiety Research Plus

Między 27 a 30 czerwca Research Plus opublikował anonimową ankietę skierowaną do osób, które pamiętały gorszące ich momenty po spożyciu alkoholu. W badaniu udział wzięło 500 osób – po 250 na każdą płeć. Okres wakacyjny to doskonały moment na wypad na jednego głębszego. Nic złego, jeśli na tym jednym się zakończy, gorzej, jeśli zaczniemy taplać się w morzu alkoholu, często tracąc nad sobą kontrolę. Wówczas powrót do domu dla nikogo nie jest przyjemny – ani dla tych, co muszą takiego imprezowicza spotykać w komunikacji miejskiej, roznegliżowanego, często ze śladami wymiocin na sobie, zajmującego kilka krzesełek, ani dla samego gagatka.