Tak mnie naszło

Niespełna 11 lat temu jedno z polskich wydawnictw wydało siódmy tomik „Dragon Ball-a”. Manga była znana głównie dzięki serii telewizyjnej, którą emitował nieistniejący już RTL7. Wówczas było to pierwsze wydanie, do którego dodawano wkładkę w formacie A4 zwaną informatorem. Na jej zawartość składały się: reklamy (w tym wydawanego równolegle „Dr. Slumpa”), streszczenie dotychczasowych losów bohaterów DB, listy czytelników i ich prace artystyczne, tekst od p. A. Toriyamy oraz przedsłowie red. naczelnego, p. S. Yasudy.

Wówczas, mając lat -naście, nie zawsze do końca rozumiało się sens przekazu i jego wartość. Jeśli kobieta jest jak wino – im starsza tym lepsza, to słowo pisane z czasem się uszlachetnia. Po X latach inaczej interpretujemy przekaz zdań, które są do nas kierowane. Bogatsi o doświadczenia, uzbrojeni w wiedzę, dążąc po swoje.

Kilka dni temu, przedwieczorną porą skierowałem się bez namysłu ku półce z kolekcją „Dragon Ball-a”. Nie sięgnąłem po losowy tom komiksu od razu, zrobiłem to później, a po stos z informatorami leżącymi na ciągu utworzonym z czytadeł. Przeglądałem je dokładnie, jakbym widział arkusze po raz pierwszy. Na przemian śmiałem się z krótkich historyjek od p. Toriyamy i roniłem łezkę czytają każdą wzmiankę o DB. Podziw wzbudzał u mnie kunszt rysunku, wierszy i piosenek od fanów. Jednak chwile powagi wygospodarowała przedmowa redaktora naczelnego.

Pan Shin Yasuda to bez dwóch zdań człek mądry, oczytany, życiowy i doświadczony. W dużym skupieniu przeczytałem jego wypowiedzi zawarte w dołączanych ulotkach. Jeśli ktoś ma coś mądrego do napisania, to zawsze dobrze się to czyta. I również w tym przypadku nie można czuć się zawiedzionym.

Naszło mnie, by przytoczyć jeden z felietonów (a jest ich jeszcze kilka), który pasować będzie do każdego dnia, miesiąca i roku. Ale najlepiej do okresu wakacyjnego, gdzie część z uczniów stoi przed wyborem swojej przyszłości, czy to szkolnej, czy zawodowej. Cały tekst poniżej.

Po raz kolejny ledwo zdążyłem na czas… Wybaczcie mi drukarze… Temat dzisiejszy to… tworzenie. Japończycy bardzo lubią tworzyć rzeczy, szczególnie dobrzy są w miniaturyzacji. No ale przecież nieprodukujemy tylko miniatur – na świecie znany jest nasz „większy” sprzęt elektroniczny, motory i samochody, a wszystkie te produkty dotarły przecież do Japonii dość późno. Weźmy na przykład taką „Hondę”. Jej założyciel, pan Shuichiro Honda, od małego uwielbiał maszyny i podobno śniło mu się kiedyś, że stanie się krajowym producentem motocykli. Sam zaczął studiować działanie przeróżnych urządzeń i stworzył firmę, kiedy był jeszcze młody. Jednakże nie miał pojęcia jak się robi motory, więc podobno zakupił w Ameryce dwa Harleye. Mówią, że rozebrał je do najmniejszej śrubki i tak poznał zasady działania motocykla. Następnie zastąpił wszystkie niedostępne w Japonii części dostępnymi i złożył w jeden motor… Teraz to znany na całym świecie potentat motoryzacyjny, zaczynał właśnie w taki sposób. Pomyślcie sobie, że cudzoziemcy, z których wynalazków się uczymy, mogą się zdenerwować, ale jeśli włoży się w swoją wersję oryginalność, to często może być tak, że to właśnie oni pierwsi dobrze to ocenią. Ostatnio wszyscy Polacy starają się „dogonić” i „przegonić” zachodnią Europę. W tym miejscu mam dla Was, na których barkach spoczywa przyszłość tego kraju, małą radę. Najważniejsze, to interesować się. Gdy jest zainteresowanie, naturalną koleją rzeczy przyjdzie potrzeba uczenia się przez naśladownictwo. Ale to nie może być tylko kopia – rzeczy należy ulepszać tak długo, aż powstanie nowa, lepsza rzecz. Takie właśnie musicie mieć nastawienie. Jeśli go nie będzie, to zawsze napotykać będziecie na sytuacje bez wyjścia i mówić: „Nie ma już gdzie pójść”. Przede wszystkim pamiętajcie moi drodzy, że nic nowego nie rodzi się nagle. Wszystko zaczyna się od zainteresowań, poznawania i stawiania czoła wyzwaniom. A jeśli nie będziecie się dzielnie podnosić po każdej porażce, to nic nowego się nie narodzi. Mówią krótko – jeżeli planujemy coś tylko dlatego, że jest proste – na dłuższą metę taki plan okaże się mało owocny. Właśnie są wakacje, więc macie okazję zainteresować się czymś. Poznajcie to coś, zbadajcie i spróbujcie jakoś wykorzystać, na przykład tworząc. Koniecznie dajcie mi znać czym się zainteresowaliście i co z tym potem zrobiliście. Ejże! Nie możecie przecież tylko czytać Dragon Balla! Oj, tego chyba nie powinienem był pisać, he he.

shin.

Powyższy tekst został opublikowany na łamach informatora J.P.F. dodanego nieodpłatnie do 7 tomu mangi „Dragon Ball” wydanej w lipcu 2001 roku. Autorem jest p. Shin Yasuda. Tekst przepisano z zachowaniem oryginalnego pisma.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

pięć − 4 =