Wrażenia po Kabukibu!

Pierwszy odcinek „Kabukibu!” został wyemitowany szóstego kwietnia; następne co tydzień. Specjalnie doczekałem do trzeciego, bo zwyczajnie w świecie seria mnie zaintrygowała. Po omówionym „Warau Salesman New”, pora na kolejną serię, którą uznałem za ciekawą w sezonie wiosennym. I chyba się nie pomyliłem.

„Kabukibu!” to dzieło pań z CLAMP-a. Można było się spodziewać, że kreska będzie mocną stroną. Główną rolę odgrywa Kurogo Kurusu – zapalony miłośnik klasycznego teatru kabuki. W liceum brakuje mu właśnie klasycznej sekcji teatralnej, zatem ze wszystkich sił stara się tę sekcję utworzyć. Z różnych przyczyn nie jest to możliwe, ale jego zapał nie gaśnie, bowiem może starać się o utworzenie kółka teatralnego. Jest jeden warunek – grupa musi mieć minimum pięć osób. Do tego zadania brakuje mu trzech, bowiem wraz z przyjacielem Tonbo będą stanowili trzon całego przedsięwzięcia. I tu zaczyna się cała zabawa.

Tonbo wytypował kandydatów, którzy mogliby wraz z nimi zająć się kabuki. Mogliby, ale ich odpowiedź jest stanowcza – nie!

Pierwszy kandydat to Shin Akutsu z rodziny słynącej z występów na deskach kabuki. Tymczasem młodzieniec zainteresowany jest śpiewaniem w prowizorycznej kapeli na dachu szkoły. Idealnie nadałby się do grania do kotleta. Mimo absolutnego braku talentu uparcie odmawia parze przyjaciół.

Drugi kandydat to Kaoru Asagi z trzeciej klasy. Napisałem kandydat? Cóż, Kurogo też się pomylił. Kaoru jest członkiem teatru klasycznego i nawet by się zgodziła, ale wytoczyła poważny argument – w teatrze kabuki występują sami mężczyźni, niezależnie od odgrywanej roli.

Ostatni kandydat – Hanamichi Niwa. Z podbitym okiem, opuchniętą wargą i wrogim nastawieniem uczeń drugiej klasy. Wcześniej znany jako utalentowany tancerz, teraz łypiący spod łba rzezimieszek o nieposkromionej naturze. Hana-chan, jak pieszczotliwie nazywa go koleżanka, nie tłumaczy się, dlaczego nie wyraża aprobaty.

„Kabukibu!” to serial skierowany do wszystkich. Mocną stroną jest tematyka teatru kabuki, który, jak co jakiś czas podkreślają różne postacie, ma ponad 400 lat. Padają imiona bohaterów sztuk (Benten Kozō), terminminologia (Kumadori, Takarazuka) i cała otoczka związana z kabuki, jak chociażby znaczenie kolorów twarzy.

Kurogo przypadkowo spotkał Jina Ebiharę, od dziecka związanego z kabuki, wywodzącego się z rodu o silnej tradycji aktorskiej. Jin, podobnie jak reszta, odmawia, uważając to za maskaradę i kpinę z tradycji teatru. Niestrudzony młodzieniec dalej namawia Shina, Kurogo i Hanę.

Anime oprócz poważnego wątku, jakim jest tradycyjny, japoński teatr, wplątało trochę humoru. Delikatnego i rzeczywiście trafiającego. Kurogo jest pociesznym, ambitnym i posiadającym pasję chłopakiem. Nie ma za to zęba, który usunęła mu koleżanka Kaoru. Ale nie dlatego, że od początku myślał, że Kaoru jest facetem. Jakież było jego zdziwienie, gdy dowiedział się prawdy. Mało tego, jak sam przyznał, imię ma po Son Goku. „Kuro” od „czarnego” i „Go” od „Goku”. Któryś z twórców naprawdę musi kochać „Smocze kule”.

Na tę chwilę „Kabukibu!” doczekało się trzech odcinków. Wizualnie prezentują się bardzo dobrze. Dźwiękowo również, a to za sprawą momentów ze spektakli. Tylko piosenki początkowa i końcowa nie przypadły mi do gustu. Niemniej anime polecam każdemu. Mimo że nie przepadam za szkolnym życiem, to tutaj aż tak nie da się go odczuć. Celem serii jest przypomnienie Japończykom kabuki, a reszcie go rozpropagować. Nawet postaci w anime zaczynają się żywo interesować. W moim przypadku to się udało. Trochę się dowiedziałem, trochę poczytałem i jak będę w Japonii to wiem, gdzie pójdę zaczerpnąć kultury – wszak kabuki jest dla wszystkich.

Historia wydaje się być bardzo prostolinijna. Z góry możemy przewidzieć, jak potoczą się dalsze losy bohaterów. Mimo to jest w niej coś, co daje oddech. Przyjemnie się ogląda, z chęcią szuka terminów użytych przez Kurogo. Jeśli jesteś osobą szukającą czegoś japońskiego w japońskiej animacji, to warto pochylić się nad „Kabukibu!”. Mam zamiar kontynuować tę serię. Jak mnie wciągnie na maksa i zrobię sobie kumadori, to na pewno się pochwalę.

PS. Kto był prekursorem kabuki i dlaczego to paradoksalne? Czekam na Wasze odpowiedzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

1 + 10 =