Związek pracoholika z pracą brutalnie przerwany

Japończycy nie tylko w Polsce, ale i w wielu miejscach na świecie mają metkę pracoholików. Ale takich, co pracę stawiają ponad wszystko, nawet rodzinę, zdrowie i życie. Jednym z tego przykładów jest 42-letni, były już pracownik sieci Inageya. A pracę tę kochał ponad wszystko lecz jego ognisty romans został w końcu przerwany.

Historia anonimowego dla nas pracownika była bardzo bogata w liczne incydenty związane z pracą na umór. Jednakże musiały minąć blisko trzy lata i przetoczyć się ogromne śledztwo, nim wczoraj poniższe fakty ujrzały światło dzienne.

Nikt nie ma zamiaru umniejszać zmarłemu, ale wykonywane przez niego zajęcie na pewno mogło zmieścić się w typowym, ośmiogodzinnym czasie pracy. Wszak wpisywanie zamówień do systemu i zarządzanie stanem magazynu żywności w mieście Shiki nie może być aż tak czasochłonne.

Aż tak, bo między 26 stycznia a 25 maja 2014 roku średnia ilość nadprogramowej pracy wyniosła 75 godzin i 53 minuty. Rekordowy okazał się okres pomiędzy 26 stycznia a 24 maja, kiedy to samych nadgodzin uzbierało się 96 godzin i 35 minut.

Obecnie rząd chce wprowadzić sztywne zasady odnośnie nadgodzin. Ich średnia nie mogłaby być wyższa niż 80 w okresie od dwóch do sześciu miesięcy. Jednakże i to otwiera tylne furtki, z których na pewno skorzystają pracownicy.

42-latkowi zdarzyło się nawet nie podbijać karty, stąd też istnieje duże prawdopodobieństwo, że jego średnia mogła przekroczyć „setkę” godzin miesięcznie.

Organizm nie mógł inaczej zareagować. 25 maja 2014 roku w związku z przemęczeniem po kilkunastodniowym maratonie nadgodzinowym mężczyzna nie był zdolny wykrztusić z siebie słowa. Trafił do szpitala w poważnym stanie. Po krótkiej hospitalizacji wrócił do pracy.

5 czerwca stan pracownika gwałtownie się pogorszył zaraz po wyjściu z pracy. Ponownie wizytował w szpitalu, którego już nie opuścił. 21 czerwca po udarze mózgu odszedł.

42-latek nie tylko harował jak wół, ale i prowadził bardzo nieregularny tryb życia. Przez kilka dni pracował od rana do wieczora, by później przyjść na popołudnie i kończyć o świcie.

Śledztwo wykazało duże zaniedbania pracodawcy. Nie wyciągnął pomocnej dłoni do pracownika w postaci próśb o skrócenie nadmiarowej pracy. Karta pracownika nie zawsze była podbijania zgodnie z przyjściem i opuszczeniem biura – tak wynikało z nagrań ochrony. Zatem rzeczywista ilość nadgodzin mogła być o wiele większa.

To nie pierwszy przypadek śmierci pracownika w korporacji Inageya. W 2003 roku 27-letni pracownik popełnił samobójstwo. Dopiero w 2011 poznano przyczynę tego posunięcia – było to wyniszczenie psychiczne spowodowane nadgodzinami.

Wciąż pogrążona w żałobie rodzina 42-latka otrzymała od firmy zadośćuczynienie w postaci 150 milionów jenów (blisko 5,5 mln. złotych). Piękny gest. Szkoda tylko, że przelew zbiegł się z wynikami śledztwa.

Źródło: Asahi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

3 × 4 =